Po tej sesji nietypowo wziąłem się za upieczenie gofrów. Sesja trwała w porze obiadowej, a ja jak zwykle musiałem być do końca, nastąpił czas na ciepłe gofry. No prawie byłem do zamknięcia sesji, gdyż wyszedłem na wolnych wnioskach. Tym razem budżet gminy Gołdap na rok 2019 został uchwalony. Nie tyle z perturbacjami, co z nawijaną na nowo i odtwarzaną bez końca taśmą trzech wspaniałych. Ostatnio miałem wrażenie, że było ich czterech, jednak jednego typowanego o kwartet smyczkowy tym razem na obradach zabrakło. Zanim jednak sesja obrała obrót dyskusji w formie słownej przepychanki z komisji, uchwalono kilka aktów prawa miejscowego (nowe zasady dożywiania w szkołach, podmioty związane z pobieraniem opłaty uzdrowiskowej oraz inne istotne tematy – wszystkie uchwały znajdziemy tutaj).

Nadszedł czas na dyskusję nad wieloletnią prognozą finansową gminy do 2032 roku oraz projektem budżetu na 2019 rok.

Oczywiste było to, o czym pisałem ostatnio, że radni będą mieli głosowanie nad projektem budżetu zaprezentowanym przed komisjami – więcej w artykule o Wujku który wnioskuje i wycofuje (link). Burmistrz zgodnie z uchwałą trybową otrzymał po ostatnich komisjach projekt budżetu z poprawkami radnych. Wówczas jako władza wykonawcza zgodnie z prawem lokalnym albo akceptuje, albo odrzuca wypracowane wnioski w pewnym odstępie czasu od otrzymania. Burmistrz odrzucił wnioski zgłoszone przez radnego Mieruńskiego, a przegłosowane przez komisje na wcześniejszych posiedzeniach, gdyż ów wnioski już wcześniej raz opiniował – w części akceptując, a w części nie przed przywoływanym posiedzeniem wspólnym komisji. Wróćmy do sesji 28 grudnia.

Radny Mieruński powiedział, że budżet na 2019 rok jest „zły”, argumentując to zadłużeniem i emisją obligacji – o czym pisałem wcześniej (warto czytać tego bloga:) ). Stwierdził, że „będziemy mieć cały czas w plecy”, jeśli chodzi o stan finansów gminy. Ponadto składane do projektu wnioski przez Gołdap Dobro Wspólne, a nie jak mawiał wcześniej grupę 8 radnych, były zasadne. Trzyosobowa grupa radnych z tego ugrupowania (Otto, Anuszkiewicz, Mieruński) wnioskowała też o zwiększenie kwot na rady osiedlowe, co byłoby „wzmocnieniem potencjału” tych rad. Problem polega na tym, że nie wiemy ile rad osiedlowych ukonstytuuje się po zbliżających się wyborach. Wobec tego nie wiadomo jaką kwotę na to zadanie gminy należy zabezpieczyć. Kolejną poruszaną przez radnego kwestią był patronat honorowy, na który jego zdaniem przeznacza się 100 000,00 zł. Nie jest to prawdą. Z patronatu burmistrza skorzystało wiele oddolnych grup społecznych, organizacji i jednostek (również powiatowych). W ten sposób
w roku 2017 wsparto 55 inicjatyw łącznie za kwotę 54 877,00 zł. Gdzie 50, a gdzie 100…

Radny Mieruński stwierdził, że na promocję wewnętrzną przeznacza się około miliona złotych i radni z jego opcji o tym mówili już na wcześniejszych posiedzeniach. Nie wiem, o jakich posiedzeniach radny Mieruński mówi, gdyż jasno zostało wyartykułowane, że w paragrafach budżetowych związanych z promocją są m.in. składki członkowskie gminy związane z chociażby moim ulubionym Związkiem Miast Polskich, wydarzeniami organizowanymi w ramach funduszu sołeckiego, wynagrodzeniami (diety) sołtysów, czy wymianą trójstronną młodzieży. Ta ostatnia rzeczywiście jest iście wewnętrzną promocją. Chyba byliśmy na zupełnie innych posiedzeniach.

Po tej wypowiedzi głos zabrał burmistrz, który przeczytał listę inicjatyw, jakie wsparł w ramach patronatu. Stwierdził, że część z nich nie byłaby organizowana, gdyby nie wsparcie finansowe ze strony gminy. Ta wypowiedź nie spodobała się radnej Otto, która stwierdziła, że niektóre z wydarzeń są organizowane od lat i czy burmistrz będzie czy też nie będą one organizowane nadal. Być może tak będzie, jednak przed napisaniem niniejszego wpisu skontaktowałem się z kilkoma inicjatorami korzystającymi ze wsparcia gminy w ramach patronatu. Każda z osób stwierdziła, że jeśli ucięłoby się finansowanie przedsięwzięć to liczą na to, że radni, którzy wnioskowali o ścięcie finansowania zorganizują to sami.

Spokojnie jak na wojnie

Zgodnie ze słowami radnej Anuszkiewicz, powinno być merytorycznie. Na tyle merytorycznie, że wczoraj dowiedzieliśmy się, że na ulicy Spokojnej ma powstać hotel. To słowa, jakie radny Mieruński wypowiedział w czasie swojego wywodu na temat „złego” budżetu. Zamiana inwestycji z ulicy Spokojnej na zaplecze Placu Zwycięstwa 18 podyktowana miała być (ich zdaniem) faktem, że w 2019 roku na żwirowej Spokojnej ma być realizowana inwestycja związana z usługami noclegowymi i o tym radni Anuszkiewicz i Mieruński dowiedzieli się z Messengera(!). W odpowiedzi kierownik Kołakowska stwierdziła, że wydana została decyzja na zabudowę szeregową mieszkaniową, nie usługową. Tak więc merytoryka spoczywa zapewne w wiadomościach na Messengerze.

Ciastko pękło

Można by było opisywać dyskusję z sesji godzinami, jednak inne jej wątki poruszę w kolejnych wpisach. Istotą jest fakt, że „monolit” zachwiał się i pokazały to głosowania. Tylko dwie radne z grupy większościowej były przeciwne budżetowi przedłożonemu przez burmistrza. Tylko radny Mieruński wstrzymał się od głosu. Pozostali z grupy trzymającej władzę w radzie zagłosowali za budżetem na 2019 rok. Wcześniej na komisjach zbytnio nie dyskutowali, teraz zagłosowali za. Widocznie było to głosowanie „zgodne z własnym sumieniem”. Jednak sytuacja ta pokazuje, jak duże tarcia muszą istnieć wewnątrz tej grupy. Czy wróży to świetlaną przyszłość?