Nie o nikim innym, jak o przewodniczącej Annie, lokalnej tuzie z wyboru. To nie wpis o gorzkim żalu, gdyż nie mam czego żałować. Po tych wyborach całkowicie odłączyłem się od jakiekolwiek decyzyjności. To jest wpis o lojalności i jej braku ( o której miałka osóbka wymieniała przez przypadki), ciągłym gadaniu na innych (które mści się na osobie wypowiadającej takie, a nie inne słowa). W końcu to wpis o tych, podpisanych incognito, zaś wychodzących z nim in blanco. Gdyż tak wieść powiatowa niesie.

W komentarzach na najbardziej uwielbianym przeze mnie portalu odnajduję wpis, który przypomina nam o zagubionej w rowie Skodzie, o której głośno być nie mogło, gdyż sprawa jakoś dziwnym trafem po prostu rozmyła się. Od tamtego czasu mija kolejny już rok, zaś kolizje jakby końca nie miały. Bo co w tym fajnego, gdy mądra głowa przez wiele tygodni przez wszystkie przypadki niosła wieść powiatową o zagubionej Skodzie z panem Andrzejem w środku, a teraz przesiaduje z nim (wówczas tym najgorszym) popijając kawę, kontynuując stare zwyczaje omawiania zbliżone do pomawiania, w jedynej izbie historycznej w regionie. Na te słowa potwierdzeniem są jakże podniosłe zapisy z kamer – dla wszelkiego wglądu lokalnej prokuratury i sądu – dodaję, na wszelki wypadek. Wcześniej dywagując niejednokrotnie z dwoma pozostałymi Andrzejami, z których jeden rajcą lokalnym zamierzał być, drugi królem (w myśl bajek nowego kolegi koleżanki),oczerniała tego pierwszego niejednolicie i różnej krasie słownej.

Powyższa bajka może i ma coś wspólnego ze światem realnym, jednak do tego realnego właśnie wracamy. I tak oto spadamy na ziemię, gdzie 23 listopada 2018 roku nowo powołana rada powiatu zaczyna obradować. Wybory iście poważne, a jakże tajne – zgodnie z ustawą – czas wybrać ograny powiatowe, w tym zarząd oraz przewodniczącego i wiceprzewodniczących rady. Gdyby nie dwa telefony dwa dni wcześniej, byłbym zdziwiony. Gdyż pani Ania aktywnie (poprzez obecność) uczestniczyła w nieco innym składzie kolegów i nieco inne ustalenia czyniła. Jak mniemam uczestnicząc w innym jeszcze składzie w podobnym czasie przepowiadała co ze składu pierwszego wyniosła. Wieść gminna nawet niosła, że będzie dyrektorem Domu Kultury w Gołdapi, że obiecano jej wiele. Z drugiej zaś strony plotka podawała, że przymierza się na wysokie stanowisko w zarządzie powiatu. Inni jeszcze twierdzili, że interesuje ją dyrektorowanie zakładem leczniczym.

Usiadłem zatem wygodnie w sali obrad i oczekiwałem. Obrady trwały. Przyszedł moment na wybór przewodniczącego. Nie musiałem spodziewać się kto zgłosi kandydaturę przewodniczącego rady powiatu – oczywiście był to Andrzej Ciołek, tym samym, jak mniemam, pokazał, że jest ojcem sukcesu przygarnięcia Anny Falińskiej. Ogłoszono krótką przerwę, po której wyszedłem do innych obowiązków finał był znany. Pomyliłem się tylko co do radnego Szablaka, bowiem myślałem, że w zarządzie zasiądzie pani Tomaszewska-Walc.

Wracamy do opowiastki. Po całym tym spektaklu zaczął się z jednej strony seans kłamstw, następnie plotek i pomówień w stosunku do innych ludzi ze strony tuzy. I otoczenia (dawnego) ów tuzy. Mnie nie dotknął, bo jakoś każde pomówienie ode mnie odbija się i to szybko, a następnie wraca czkawką do wypowiadającego te słowa w każdej z możliwych mocy. Więc dowiedziałem się, gdyż wiewiórki mi doniosły, że mimo jawnej zdrady Tuza współpracuje rozmawiając codziennie z panem burmistrzem, że jej decyzja była podyktowana wyłącznie ważnym interesem powiatu. Najciekawsze jest to, że osoby, z którymi rozmawiała „były dla niej nie do przyjęcia”. To po co tam chodziła?

Abstrahując od spraw powyższych. Ciekawostką faktyczną jest pismo, jakie otrzymała dyrektor BP w Gołdapi, w którym przewodnicząca rady, jednocześnie pracownik p. Anna napisała, że w wykazanych w piśmie godzinach przyjmować zamierza interesantów, więc powinna być zwolniona z wykonywania obowiązków służbowych. Proponuję zatem pani zapoznać się z ustawą o samorządzie powiatowym i kodeksem pracy – gdyż nie ma opcji niepracowania poza posiedzeniami, za które pracodawca potrąca wynagrodzenie. A to ze względu na fakt, że dieta stanowi rekompensatę za brak wynagrodzenia w tych godzinach ze stosunku pracy, w momencie obrad. Takie pisma należy kierować do kolegów, Boga, w chmury itd.

Wracając do sesji powiatowej. Któryś z naszych radnych złożył nieważny głos w głosowaniu na starostę. Przyznać się to nie lada wyzwanie, natomiast istotne jest to, że Tuza już wówczas ciągnęła lejce któregoś kretyna.

Teraz wespół w zespół Ania może incognito podpisać się z Andrzejem. Kiedyś in blanco opuszczą te rewiry.

Pewne schorzenia są nieuleczalne, gdyż są niezdiagnozowane. Teraz pozostaje tylko dalej plotkować o bajkach. A Andrzej cieszy się z takiego biegu sprawy. 4 stycznia zbliża się nieubłaganie.

fot. screen zhttps://www.youtube.com/watch?v=eRQwqvc5wXw